spacerejtaniacki klub żeglarskigimnazjumliceum

artykuł z Alter Ego o spotkaniu z Joanną Pajkowską

Spotkania Klubu Żeglarskiego Reytan.

Pani kapitan Joanna Pajkowska przyjęła nasze zaproszenie i przybyła 6 kwietnia 2009 roku na spotkanie z młodzieżą. Jest żeglarką, która opłynęła świat w 198 dni. Pobiła tym samym polski rekord samotnego opłynięcia kuli ziemskiej bez wpływania do portów ustanowiony 29 lat temu przez Henryka Jaskułę na „Darze Przemyśla”, który wynosił 344 dni.

Urodzona w Warszawie, absolwentka Staszica z żeglarstwem zetknęła się dopiero na studiach. Jak wielu innych warszawiaków pierwsze szlify zdobywała pływając po Zalewie Zegrzyńskim. W tych czasach, gdy zaczynała żeglować po Bałtyku potrzebne były nie tylko uprawnienia żeglarskie ale i zgody na pływania morskie wydawane przez Urząd Miasta. Prowiant można było zakupić w Baltonie na specjalne zamówienie organizatora rejsu - klubu żeglarskiego, którego trzeba było być członkiem. W paszporcie zaś należało mieć aktualne wizy państw do których chciało się pożeglować.

Obecnie wystarczy tylko wyczarterować jacht, zadbać o zakupienie odpowiedniej ilości jedzenia (praktycznie w każdym sklepie). Zaprosić znajomych i płynąć. Standardowo zainstalowany na łodzi  system nawigacji satelitarnej GPS określa nasze położenie, więc nie trzeba go mozolnie liczyć i nanosić na mapę. Inne przyrządy podają np. osiąganą prędkość oraz głębokość. Prognozy pogody dla akwenu na którym właśnie żeglujemy są przesyłane wprost do komputera pokładowego, więc przed wypłynięciem z portu nie musimy o odpowiedniej godzinie słuchać audycji radiowej podającej prognozę pogody, bądź szukać bosmana portu.

  Henri Michaux powiedział kiedyś ”Jedyne, co znam, co jest naprawdę moje, to bezmierne morze” sądzę, że tych słów można także użyć w odniesieniu do Pani Kapitan, która całe swoje życie podporządkowała żeglowaniu.

Oto Jej osiągnięcia tylko z ostatnich lat:

Dwa razy otrzymała Honorową Nagrodę Polskiego Związku Żeglarskiego w kategorii

„Rejs Roku”. W 2000 roku  za zajęcie czwartego miejsca w samotnych regatach transatlantyckich OSTAR (Plymouth-Newport) i w 2007 roku za wygranie drugiego etapu kobiecych regat dookoła świata z Darwin do Brazylii. Startowała w wielu regatach transatlantyckich, dotarła nawet do archipelagu Szetlandy Południowe na Antarktydzie. W sumie ma przepłyniętych ponad 145 tysięcy mil morskich.

Przez siedem lat była członkiem załogi statku ratownictwa morskiego Salcombe Lifeboat należącej do Royal National Lifeboat Institution (RNLI) i brała udział
w akcjach ratowniczych.

Podczas spotkania Pani Kapitan opowiadała o swoim, samotnym rejsie dookoła globu           bez zawijania do portu, który trwał 198 dni 0 godzin i 3 minuty. Rozpoczął się w Panamie 24 czerwca 2008r., zakończył 8 stycznia 2009 r. tamże. Jest drugą Polką, której się to udało (Krystyna Chojnowska-Listkiewicz na jachcie „Mazurek” była pierwszą kobietą na Świecie, która samotnie opłynęła Ziemię na przełomie 1976/1977).

Trasa rejsu Pani Pajkowskiej wiodła przez Pacyfik, wokół Australii przez Cieśninę Torresa, Ocean Indyjski wokół Przylądka Dobrej Nadziei i przez  Atlantyk z powrotem  do Panamy. Zadanie miało być zrealizowane w 200 dni. Oczywiście można polemizować, czy opłynięcie świata w 198 dni w obecnych czasach jest wyczynem czy też nie. Wykorzystanie najnowszych technologii i nowatorskich konstrukcji stosowanych przy biciu rekordów prędkości umożliwiło bowiem osiągnięcie niebywałych rezultatów. Ostatni rekord pokonania trasy non-stop należy do francuskiego żeglarza - Francis Joyon. Na trimaranie IDEK 2 żeglował on przez 57 dni13 godzin 34 minuty 06 sekund. Nie należy jednak zapominać o tym, że Pani Kapitan płynęła na jachcie o długości zaledwie 8,5 metra, skonstruowanym
i zbudowanym w Polsce i wcale nie przeznaczonym do bicia rekordów lecz do normalnej żeglugi morskiej, co najwyżej udziału w regatach. Plan A zakładał popłyniecie przez przylądek Horn lecz narada z technikami i konstruktorem jachtu spowodowała zaproponowanie żeglarce nowego wariantu. Plan B został przyjęty
i szczęśliwie zrealizowany. Dowiedzieliśmy się podczas spotkania, że przygotowanie do rejsu bez zawijania do portów związane jest nie tylko z wiedzą merytoryczna dotyczącą żeglarstwa. Należy przede wszystkim zapoznać się z warunkami panującymi na akwenach po, których będzie się on odbywać, wybrać najbardziej optymalną do żeglugi porę roku, zaopatrzyć się w komplet map, autopilota, żywność, wodę, paliwo, apteczkę. Zastanowić się nad alternatywnymi sposobami zdobywania wody (odsalarka), energii (panele słoneczne). Zaopatrzyć jacht w środki ratunkowe, zapewnić łączność oraz wiele jeszcze innych niezbędnych do wyprawy rzeczy o których już nie wspomnę. Ogromną ilość ekwipunku, który miał umożliwić samotną żeglugę przez 6-7 miesięcy i został zgromadzony na kei trzeba było
 odpowiednio rozmieścić na jachcie. Największym jednak i niezbędnym elementem wyprawy były środki finansowe. Przez kilka lat Pani Pajkowska starała się zainteresować swoim rejsem różne instytucje, które mogłyby pomóc w sfinansowaniu wyprawy. Gdy czas mijał i nic się nie zmieniało postanowiła dłużej nie czekać,
w końcu stało się to o czym pisał Leopold Staff :

 

„Jam niegdyś w gwiazdy nie wierzył na niebie,

Bo przewyższały mą siłę zbyt niską

Lecz gdy marzeniem wybiegłem nad siebie

I gwiazdy, odtąd już wierzę we wszystko!”

 

 Wyruszyła w swój wymarzony wokółziemski rejs na jachcie „Mantra Asia” udostępnionym jej przez Pana Armińskiego, na którym płynęła już wcześniej
w regatach. Prognozy pogody przesyłał „dobry duch” wyprawy – Pan Alek. Cała wyprawa została zorganizowana praktycznie przez Panią Kapitan i kilku jej przyjaciół.

 

 Nawet po trzech miesiącach od dnia zakończenia rejsu Pani Pajkowska nadal była
w stanie nieustającej euforii i uniesienia związanej z tak ogromnym sukcesem. Pytana o niedogodności związane z rejsem - takich nie dostrzegała. Jak trzeba było naprawić fał grota czy pękniętą wantę to dokonywała napraw na wysokości kilku metrów, wprawdzie nie bez pewnych oporów (nawet na wilku morskim wspinanie się na maszt na pełnym morzu robi wrażenie), ale przecież trzeba było płynąć dalej. Posiłki składały się głównie z liofilizowanych gotowych dań, które zalewała wodą i już było ciepłe jedzenie, nawet smaczne jak mówiła zachwalając bigosik. Krakersów pochłonęła całą masę były kwadratowe, prostokątne, okrągłe a nawet z dżemem. Brak świeżych owoców, wynagrodziła sobie dokonując ich zakupu w porcie
w Panamie tyle, że po zakończeniu rejsu. Tak też było z ulubioną czekoladą.
W stanie stałym nie udało się jej zanieść na jacht ponieważ topiła się już po wyjściu ze sklepu. Mówiła, że bardzo chciała zobaczyć fajerwerki Noworoczne ale się trochę pospieszyła i przy lądzie przepływała 31 grudnia rano wiec zdecydowała, że nie będzie czekać i pożeglowała dalej zajadając świąteczne ciasto o dacie przydatności do spożycia dającą mu świeżość jeszcze przez rok. Podczas wyprawy musiała bardzo oszczędzać słodką wodę (na jachcie zmieściła 300 litrów), ale przecież
w morskiej- słonej wodzie także można się umyć. Początkowo trudno jej było wytrzymać bez snu lecz i z tym sobie poradziła (nauczyła się spać tak, że
20 minutowy sen co jakiś czas wystarczał). Chwile grozy jak wspominała przeżyła
30 sierpnia 2008 r. kiedy przechodziła wąskim przejściem Yule Entrance przez rafę barierową w strasznej kipieli musząc całkowicie zawierzyć przyrządom nawigacyjnym, oraz 11-12 listopada tegoż roku, uprzedzona o nadchodzącej złej pogodzie postanowiła ją przeczekać na kotwicowisku. Następnego dnia gdy prognozy pogody były jeszcze gorsze nie mając złudzeń co do niszczycielskich sił żywiołu schroniła się w Port Elizabeth by przeczekać sztorm.

Tak naprawdę to przez cały rejs martwiła się że nastanie „cisza na oceanie, nie drgnie fala jedna” jak to pięknie napisał w swoim wierszu Kazimierz Przerwa Tetmajer. Wśród żeglarzy o rejonie cisz okołorównikowych mówi się „końskie szerokości”. Kiedyś właśnie na Morzu Karaibskim z powodu braku wody zdychały transportowane na statkach konie. Przyczyną był brak napędu – wiatru umożliwiającego dopłynięcie do portu na czas. Na szczęście dla wyprawy wiał słaby wiaterek, zaś resztki paliwa umożliwiły dopłynięcie do portu w Panamie.

Pani kapitan opowiadała także o swoim udziale w akcjach ratowniczych prowadzonych przez załogę statku ratownictwa morskiego w których uczestniczyła. Wiedza tam nabyta ułatwiła zapewne podjęcie trudnej decyzji dla żeglarza mającego z założenia nie wpływać do żadnego portu podczas rejsu związanej ze schronieniem się w porcie przed nadciągającym sztormem. Podczas spotkania nie dało się daleko odbiec od omawiania różnych aspektów związanych z rejsem Pani Pajkowskiej. Obejrzeliśmy krótki film, w którym opowiadała o swoich przygotowaniach.

Trudno uwierzyć, że pod koniec lat osiemdziesiątych gdy polscy żeglarze święcili swoje triumfy na morzach i oceanach witani byli na kei przez dygnitarzy partyjnych
w blasku fleszy, otoczeni przez tłumy rodaków przybyłych do portów by ich powitać. Odznaczani byli przez władze państwowe Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Dziś jedynie w polskim środowisku żeglarskim znane są i wymieniane nazwiska kolejnych herosów. Tomasz Lewandowski na jachcie „Luka” samotnie opłynął świat w 392 dni 2007/2008, pani Marta Sziłajtis – Obiegło właśnie ukończyła swój samotny rejs opływając świat w 359 dni mając zaledwie 23 lata na jachcie „Mantra Ania”. Pani Natasza Caban wyruszyła w swój rejs w lipcu 2007 roku
z Hawajskiej wyspy Honolulu na jachcie „Tanasza Polska”, obecnie znajduje się na Karaibach. Media zaliczają ich do grupy popularyzatorów żeglarstwa. Zaś na świecie, gdy Brytyjka Ellen MacArtur w 2005 roku ustanowiła rekord samotnej żeglugi non-stop dookoła świata to rodzina królewska wręczyła Jej Order Imperium Brytyjskiego. Nagłaśniane przez media światowe wyczyny żeglarzy powodują, iż coraz młodsze pokolenia szykują się do ich pobicia (obecnie16 letnia Australijka Jessika Watson przygotowuje się do samotnego rejsu wokółziemskiego).

Mnie zaś nie pozostaje nic innego jak zadedykować Wielkiej Pani Kapitan Joannie Pajkowskiej wiersz Leopolda Staffa „Wieści Morza” z życzeniem aby pierwotnie planowana trasa A rejsu została przez Nią zrealizowana ponieważ ofiara jaką złożyła, została przez wielkie oceany jak mniemam przyjęta.

 

„W dzień biały morze, śpiewa, szepce i szeleści,

Samemu sobie jeno gwarząc opowieści.

Kto się w nie wsłucha, słyszy w jego dziwnym

                                                                   szumie

Dalekie, tajne głosy, których nie rozumie.

Ale po nocy ciemnej, wśród pomrocznej głuszy

Morze prawi wybranym o swej wielkiej duszy.

I kto w swej piersi prawdom nieznanym nie przeczy,

Umiejąc słuchać głosów niewidzialnych rzeczy,

I samotnością łaskę swej jawie wy służy,

Temu morze się zwierza, wieści, z duszy wróży,

Iż, utopiony sercem w oszołomnej pieśni,

W zachwycie najpiękniejszą bezsenną noc prześni.

A gdy upojonemu wiedzą w morskim wietrze

 Z oczarowań zawrotnych powieki świt przetrze,

Co złotą obietnicą słońca się uśmiecha:

Ujrzy, jak łowiąc nocy pierzchającej echa

Wypływają z dniejących wód tajnej głębiny

W sen o pieśni Ariona wsłuchane delfiny.”

 

Wszystkim zaś życzę aby stać ich było na oderwanie się od zdobywania w szarości dnia codziennego kolejnych zbędnych jak się po czasie okazuje dóbr materialnych
i zrealizowanie choć jednego marzenia w stylu w jakim to zrobił nasz Gość.

 

Beata Iwańska - Szurmak

Aktualności | O klubie | Kontakt | Obozy | Rejsy | Porady | Archiwum | Nawigator kulturalny Projekt i realizacja Serwkom Sp. z o.o.